82 rocznica Powstania Warszawskiego

„Oczekiwana godzina”

Jak dziś pisać o Powstaniu Warszawskim, gdy już tak wiele powiedziano i napisano – bez komunistycznej cenzury? Gdy Muzeum Powstania Warszawskiego przyjmuje rzesze zwiedzających, pozwalając im – dzięki nowoczesnym formom ekspozycji – niemal „dotknąć” historii? A może już więcej nie trzeba pisać?

Odpowiedź na to pytanie jest ciągle ta sama od lat: trzeba ciągle cierpliwie opowiadać rzecz od początku, bo to, co niby oczywiste, wcale oczywiste nie jest. Powtarzać od początku, by nasza narodowa świadomość nie zabliźniła się błoną niepamięci i nikczemnej obojętności. Starać się zrozumieć. I słuchać. Nie tylko tych, co „czarno na białym” dowodzą dziś, że decyzja o Powstaniu była „tragedią narodową” i snują fantastyczne wizje, co by było, gdyby Powstania nie było, jakbyśmy się skutecznie oparli sowietyzacji Polski przy pomocy tych, co wówczas zginęli! Ile jeszcze podobnych mądrości usłyszymy i przeczytamy?

Dziś wielu sądzi, że nie potrzeba nam żadnej polityki historycznej, bo to „tendencyjne”, bo wystarczy „rzetelnie przedstawić fakty”. Czy jednak taka „rzetelność” na poziomie faktów odsłania prawdę o czasach i ludziach? Czy pokazuje ducha zbiorowości? Czy rzeczywiście współczesny mędrek-cynik posiadł prawdę o Powstaniu Warszawskim, a chłopak z visem 1 sierpnia 1944 nic z tego nie rozumiał?

Nie rozważań na temat tego, „czy Powstanie było potrzebne” chcieliby ci, co leżą pod brzozowymi krzyżami na Powązkach i ci, co nigdy nie doczekali się polskiego grobu, spoczywający w tylu nieznanych miejscach stolicy. Oni chcieliby nade wszystko pamięci. Nie mędrkowania o tym, co mogłoby być, gdyby było inaczej, lecz serdecznego opisu tego, co było – a potem modlitwy.

Polacy! Od dawna oczekiwana godzina wybiła Takimi słowami rozpoczynała się odezwa rozlepiana na murach stolicy, informująca o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego, podpisana przez komendanta okręgu stołecznego AK, gen. Antoniego Chruściela „Montera”, oraz przez komisarza cywilnego, występującego w imieniu delegata Rządu RP. Tej odezwie warto poświęcić chwilę uwagi. Przypomina nam ona, że Powstanie nie było „nieprzemyślaną akcją polityczną”, lecz było planowane od dawna, właściwie od początku wojny, kiedy powstająca w konspiracji podziemna armia polska – nazwana w roku 1942 Armią Krajową – otrzymała zadanie przygotowania się do ogólnonarodowego powstania, które rozpocznie się w przełomowym na ziemi polskiej momencie wojny. Powstanie Warszawskie, część ogólnopolskiej operacji „Burza”, było realizacją tego planu w sercu Polski, w jej stolicy. Autorzy odezwy zwracają się już nie tylko do warszawiaków, lecz do Polaków w ogóle. W odezwie ustalono zasady walki i postępowania dla Wojska Polskiego, a nie dla buntowników, którzy ze ślepą nienawiścią rzucają się na wroga. To nie bunt, to powstaje z kolan Polska, która mówi: Poległych, zarówno Polaków jak i Niemców, grzebać, dokumenty przechować. Wszelkie samosądy są zakazane. Wrogowie narodu polskiego będą ukarani przez właściwe sądy. Teraz należy ich unieszkodliwić. Mienie władz i obywateli niemieckich zabezpieczyć protokolarnie – nakazywał „Monter”. To zasady cywilizowanego narodu i państwa szanującego prawo. Zasady obowiązujące nawet w warunkach wojny. Walczymy o niepodległość, a nie o prawo do zemsty.

Te zasady i szlachetne motywacje pogłębiała obecność wśród walczących kapelanów, którzy często bywali sanitariuszami i dzielili losy powstańców. Byli tam, gdzie składano przysięgę, opatrywali rany i opatrywali na wieczność. Umierali w gruzach stolicy. Bez nich obraz Powstania Warszawskiego byłby niepełny i nieprawdziwy. Kapelan Warszawskiego Okręgu AK, ks. płk Stefan Kowalczyk ps. „Biblia” pisał w Apelu do żołnierzy, 21. dnia Powstania, kilka dni przed uroczystościami Matki Bożej Jasnogórskiej:

Obok broni materialnej musimy do zwycięstwa ostatecznego zmobilizować broń duchową. Bronią tą jest jasność moralna duszy ludzkiej, głęboka wiara w nadprzyrodzoną pomoc Boga, wysoki poziom ideowy wszelkich poczynań powstańczych […]. Nie ten jest żołnierzem Polski, nie ten walczy o Jej wolność, kto tylko z bronią w ręku krwawi na szańcach, ale ten, kto walcząc i krwawiąc, daje jednocześnie Ojczyźnie swojej duszę jasną i czystą.

Czy Powstanie Warszawskie było aktem politycznym? Oczywiście! Dlaczego miałoby to w czymkolwiek dyskredytować jego przywódców i uczestników? Przecież polityka to troska o państwo. A państwo polskie było wówczas zagrożone w swoich podstawach. Oto śmiertelny wróg naszej niepodległości stał się „sojusznikiem naszych aliantów”, cenniejszym dla nich militarnie niż zawsze wierna Polska. Nadciągająca klęska Niemiec nie kończyła okupacji kraju. Postępująca szybko ofensywa sowiecka doprowadzić może do zajęcia w krótkim czasie całej Polski przez Armię Czerwoną. Nie jest to jednak zwycięstwo słusznej Sprawy, o którą walczyliśmy od roku 1939. W istocie bowiem – mimo stwarzanych pozorów wolności – oznacza to zmianę jednej okupacji na drugą, przeprowadzoną pod przykrywką Tymczasowego Rządu Lubelskiego, bezwolnego narzędzia w rękach rosyjskich – napisze gen. Leopold Okulicki w swym ostatnim rozkazie dla oficerów i żołnierzy AK. Powstanie Warszawskie było więc nie tylko zbrojnym wystąpieniem przeciwko znienawidzonemu niemieckiemu okupantowi, ale także rozpaczliwą próbą ratowania suwerenności kraju. A w walce za „świętą Sprawę” – jak w biuletynach AK nazywano Polskę niepodległą – nie ma kalkulacji.

W 15. dniu Powstania, w uroczystość Wniebowzięcia NMP Królowej Polski, w rocznicę cudu nad Wisłą, Rada Jedności Narodowej, tymczasowy parlament zniewolonego kraju, wydała odezwę Do Narodu Polskiego, w której jasno określono cele Powstania – nie tyle militarne, co właśnie polityczne:

Żadna moc nie zdoła narzucić nam rządu i ustroju, którego nie zechce Naród […]. Polska w tej wojnie walczy nie tylko o byt i niepodległość, ale i o wyższe cele. W ramach Karty Atlantyckiej, określającej cele wojenne narodów sprzymierzonych, Polska ma swoje własne dążenia i konieczności dziejowe. Zagrożona powtarzającą się raz po raz agresją imperializmów, Polska musi mieć zapewnione bezpieczeństwo i możność spokojnej pracy na wiele pokoleń. Naród polski chce się rządzić według własnych zasad i praw.

Msza św., sakrament pokuty i Komunia św. Tak młodzi powstańcy ruszali do walki w sierpniowe dni 1944 roku. Foto z archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego.

Kilka dni później na murach Warszawy pojawiła się odezwa Do obywateli Rzeczypospolitej Polskiej Krajowej Rady Ministrów, reprezentującej Rząd RP na terenie okupowanego kraju. Podkreślano w niej, że KRM jest jedyną na obszarze Rzeczypospolitej wykonawczą władzą cywilną – konstytucyjną i legalną. Przypomnijmy, że w tym samym czasie, na uwolnionej od Niemców części ziem polskich, działał kolaborancki „rząd”, którego członkowie budowali swoją przyszłą „fortunę”, rwąc krwawe sukno Rzeczypospolitej pod osłoną sowieckich komendantów wojennych i zbudowanej na terenie Sowietów bezpieki.

Powstańcy warszawscy walczyli przede wszystkim o niepodległy byt państwa polskiego. O prawo stanowienia o sobie. Oczekiwali ataku sowieckiego na pozycje niemieckie i wspólnego wypędzenia Niemców – tak jak miesiąc wcześniej w Wilnie. Mimo wszystko nie mogli przewidzieć, że pod Warszawą będzie inaczej niż w Wilnie, że na oczach radującego się z końca wojny świata nastąpi ostatni akt niegdysiejszej współpracy Stalina z Hitlerem. Nie mieli złudzeń, co do intencji sowieckich. Nie tylko dowódcy, także ci z barykad, tacy jak Józef Szczepański ps. „Ziutek”, autor wiersza zaczynającego się od słów Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci.

Byś kraj nam przedtem rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem, witanym z odrazą. Wiedzieli, że ta walka przyniesie wiele ofiar, choć nie przewidzieli zapalczywego okrucieństwa wroga, wykonującego rozkazy unicestwienia Warszawy, wydawane przez na pół obłąkanego już wodza, wybrańca narodu niemieckiego. Feliks Konarski, autor Czerwonych Maków na Monte Cassino, pod wrażeniem wieści dochodzących z powstańczej Warszawy napisał dla 2 Korpusu Armii Polskiej pieśń, która kończy się słowami:

Warszawo! Twe wielkie serce w gruzach leży, a jednak bije wciąż i wciąż ze śmierci drwi.

I każdy Polak wie i każdy Polak wierzy, że ta, co nie zginęła, wyrośnie z Twojej krwi. Parafrazował znane słowa legionowego poety Edwarda Słońskiego z czasów I wojny światowej. Wolność zawsze miała dla Polaków wysoką cenę. Tak też było w pamiętne lato 1944 roku.

Obok historyków „realistów”, tak chętnie dyskredytujących przywódców Powstania Warszawskiego, są też inni realiści, którzy trzeźwo zauważają, że bez Powstania nasza zależność od Związku Sowieckiego byłaby jeszcze głębsza; że sowietyzacja ogarnęłaby nawet Kościół; że w roku 1956 i 1981 bylibyśmy świadkami sowieckiej interwencji wojskowej w Polsce. Nie ważyli się na to, przez pamięć na rok 1944. Pamiętali, że Polacy są zdolni do „szaleństwa”, gdy chodzi o wolność…

Niech nikt nie pyta, jak mogłoby być. Pytajmy, jak było, dociekajmy prawdy, bądźmy dumni, bo jesteśmy z narodu, który nigdy się nie poddaje i potrafi – gdy Ojczyzna w potrzebie – rzucić życia los na stos, nie bacząc na cenę. Pomyślmy o tym wszystkim w godzinie „W”, gdy zatrzymamy się w codziennym biegu na chwilę strzelistej modlitwy za nasz naród.

Najważniejsze wydarzenia 63 dni Powstania Warszawskiego

1 sierpnia. Godzina „W”. Do walki wkracza około 30 tysięcy żołnierzy AK. Zaczyna się powstanie, nazywane wówczas „sierpniowym”. Według danych wroga, tego dnia zginęło około 500 żołnierzy niemieckich. Powstańcom nie udało się jednak zdobyć strategicznych punktów w mieście, zwłaszcza mostów na Wiśle i dworców.

2 sierpnia. Powstańcy zdobywają Stare Miasto. Na skutek ran odniesionych poprzedniego dnia, umiera legendarna sanitariuszka Krystyna Krahelska „Danuta”, autorka pieśni „Hej, chłopcy, bagnet na broń” oraz pieśni „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”.

3 sierpnia. Pierwsze akty niemieckiego barbarzyństwa: na Ochocie, w Śródmieściu i Woli wróg pędzi bezbronnych cywilów przed czołgami atakującymi pozycje powstańców.

4 sierpnia. W Pałacu Blanka ginie podch. Krzysztof Kamil Baczyński – najwybitniejszy poeta polski pokolenia czasu wojny.

5 sierpnia. Niemcy morduję tego dnia i w następne dni około 40 tysięcy bezbronnych mieszkańców Woli.

7 sierpnia. Niemieckie zbrodnie na ludności cywilnej w rejonie Chłodnej i Elektoralnej. Okrutna pacyfikacja Ochoty przez esesmanów z rosyjskiej brygady Kamińskiego.

8 sierpnia. Pierwsza audycja radiostacji powstańczej „Błyskawica”.

10 sierpnia. Udane zrzuty broni dla powstańców z samolotów brytyjskich.

13 sierpnia. Tragiczna niedziela. Niemiecki pojazd pancerny-pułapka, wypełniony materiałem wybuchowym, zabija na ulicy Kilińskiego około 300 ludzi. Metody stosowane dziś przez terrorystów należały do arsenału regularnej armii niemieckiej ponad 60 lat temu…

15 sierpnia. Święto narodowe Polaków i uroczystość Wniebowzięcia NMP upływają pod znakiem szczególnie intensywnych ataków niemieckich. W nocy alianci dokonują kolejnych zrzutów broni i amunicji.

16 sierpnia. Cyniczna nota Stalina, skierowana do premiera Churchilla i premiera Mikołajczyka: Związek Sowieckim „odcina się” od „warszawskiej awantury”! A przecież Radio Moskwa wzywało do tej „awantury”!

17 sierpnia. Kolejny akt zbydlęcenia regularnej armii niemieckiej i kolejna zbrodnia wojenna: do ataku na powstańczą barykadę na Lesznie bandyci używają jako „osłony” grupy bezbronnych kobiet.

25 sierpnia. Premier W. Brytanii domaga się od prezydenta USA lotów amerykańskich samolotów nad Warszawę i lądowania na lotniskach sowieckich – nawet bez zgody sowietów…

27 sierpnia. Prezydent USA Franklin D. Roosevelt odmawia pomocy powstańcom bez zgody Stalina…

5 września. Prezydent Roosevelt informuje premiera Churchilla, ż według amerykańskiego wywiadu, powstańcy opuścili Warszawę…

9 września. Początek rozmów z Niemcami w sprawie kapitulacji powstania i początek ewakuacji ludności cywilnej z miasta. Rozmowy zostaną zerwane, na skutek aktywności sowieckiej na prawym brzegu Wisły.

17-23 września. Krwawe walki o utrzymanie przyczółka czerniakowskiego.

18 września. 107 amerykańskich B-17 „latających fortec” dokonuje największego zrzutu pomocy dla powstańców. Niestety, tylko 20% trafia w ręce Polaków.

26 września – 2 października. Polsko – niemieckie pertraktacje na temat warunków kapitulacji: uznanie powstańców za jeńców wojennych, zgodnie z konwencja genewską, żadnych konsekwencji karnych wobec ludności cywilnej.

Bilans walk: 17 tysięcy zabitych i zaginionych Niemców, 9 tysięcy rannych, 18 tysięcy poległych powstańców, około 180 tysięcy zamordowanych cywilnych mieszkańców Warszawy. Jedna z największych zbrodni wojennych XX w., do dziś nie rozpoznana przez międzynarodowe trybunały i nie ukarana.

Rok 2026.

Nic się nie zmienia od lat. O Powstaniu Warszawskim wypowiadają się dwa rodzaje ludzi. Pierwszy to sędziowie, którzy widzą je jako „nieodpowiedzialną awanturę”, niemal zbrodnię na narodzie. Drugi rodzaj to ci, którzy słyszą powracający z grobów szept i modlą się, by Oni nie umarli na zawsze, co w dzisiejszej bezideowej, tuskoidalnej, filoniemieckiej Polsce jest realną groźbą. Doświadczyliśmy tego w ostatnich dniach. Marsz Powstania Warszawskiego do końca był zagrożony, bo urzędnik Tuska – do jesieni przyszłego roku wojewoda mazowiecki – próbował przeszkodzić organizatorom. Nie chciał zarejestrować Marszu, bo „niecykliczny”… Jak to „niecykliczny”, skoro rocznica wybuchu Powstania przypada 1 sierpnia i tak będzie do końca świata, „wykształcony” urzędniku!? Sędziowie też nie rozumieli, o co chodzi KO-wojewodzie, bo najpierw Sąd Wojewódzki, a potem w drugiej instancji 26 lipca Sąd Apelacyjny spuścili jego decyzję w wiadome miejsce. Nie jest tak źle z polskimi sądami!

Co będzie, gdy zapomnimy? „Ty, Boże na Niebie, zapomnij o mnie”…

Filoniemiecka rzesza liczy na krótką pamięć zbiorową Polaków. Po wojnie władza sowiecka w Polsce zakazała obchodów rocznicy Powstania! Zakaz trwał aż do roku 1954. Warszawiacy nie usłuchali. 1 sierpnia 1945 roku robotnicy na Żoliborzu rzucili łopaty i poszli na cmentarze. Uważa się to wydarzenie za jeden z pierwszych strajków w Polsce komunistycznej. Po śmierci Stalina komuchy uznały, że jednak nie da się usunąć Powstania z pamięci Polaków, więc 1 sierpnia 1954 roku ruszyli nagle z wieńcami na groby. Ogłosili przy tym, że owszem, prosty lud warszawski walczył dzielnie, ale dowódcy to reakcja, która szła „na pasku Londynu”. Marian Hemar, poeta emigracyjny, skomentował to ostro: „A dzisiaj ta ciżba moskiewskich zaprzańców, A dzisiaj te same psubraty, Z butami się pchają na groby powstańców i wieńce im niosą, i kwiaty”… Wygląda na to, że dziś niektórzy chcieliby zapobiec spontanicznemu marszowi polskich patriotów na rzecz marszu psubratów, którzy duszy powstańców nigdy nie zrozumieją, bo są głusi na szept grobów…

Dedykuję im słowa płk. Ignacego Matuszewskiego. Pod wpływem wiadomości o śmierci jedynej, ukochanej córki Ewy, sanitariuszki „Mewy”, napisał w artykule „Ostatnie dni Warszawy” (1946):

„Wiem na pewno: z tych grobów, w których jest grób i mego jedynego dziecka – powraca ten szept, który powraca zawsze, ale który teraz jest jeszcze wyraźniejszy i jeszcze bardziej nieodparty: Nie wolno się poddać nigdy, nigdy! Bo wtedy dopiero umrą oni naprawdę i na zawsze.

Nie umrą, Panie Pułkowniku, trzymamy straż!

Pierwszy sierpnia

1

Pierwszy sierpnia, dzień krwawy

Powstał naród Warszawy,

By stolicę wyzwolić od zła.

I zatknęli na dachy, barykady i gmachy

Biało-czerwonych sztandarów jak las.

O jaka rozkosz się w sercu rozpina,

Gdy sten w ręku gra,

A empi nigdy się nie zacina,

Wolna Warszawo ma.

Bo z krwi naszej powstanie Warszawa,

Aby wiecznie żyć,

Bo gdy naród raz chwycił za oręż,

Musi wolnym być.

2

Trzeba obejść przez getto,

Bo już Wolę zdobyto

I łunami czerwieni się noc.

Stare Miasto już płonie,

A nam mdleją już dłonie,

Chcemy walczyć, lecz nie mamy czym.

O jaka rozpacz się w sercu rozpina,

Walczyć nie ma czym!

Pod czołg idzie z butelką dziewczyna,

By zapłacić im!

Za zburzoną, kochaną stolicę

I za zgliszcza te.

I za trupów dziś pełne ulice,

Za powstańczą krew!

3

Zmienić nie ma nas komu,

Iść nie można do domu,

Z domu mego już tylko gruzy są.

Nie ma matki, rodziny

Ni kochanej dziewczyny,

Tylko oczy zachodzą mi łzą.

O jaka rozpacz się w sercu rozpina,

Walczyć nie ma czym!

Pod czołg idzie z butelką dziewczyna,

By zapłacić im!

Za zburzoną, kochaną stolicę

I za zgliszcza te.

I za trupów dziś pełne ulice,

Za powstańczą krew!

4

Stare Miasto za nami,

Trzeba obejść kanałami,

Chociaż rany tak pieką i rwą.

Chociaż serce tak boli,

Trzeba iść wbrew swej woli,

Chociaż oczy zachodzą mi łzą.

O jaka rozpacz me serce rozpina,

Walczyć nie ma czym!

Pod czołg idzie z butelką dziewczyna,

By zapłacić im!

Za zburzoną, kochaną stolicę

I za zgliszcza te.

I za trupów dziś pełne ulice,

Za powstańczą krew!

5

Już Śródmieście się łamie,

Niemcy są w każdej bramie

I stawiają Polaków pod mur.

Słychać tylko salwy krótkie,

Potem jęki cichutkie –

To tak ginie warszawski nasz lud.

Tak to giną warszawiacy,

Bohaterscy chłopacy,

Którzy Warszawę chcieli mieć.

Pomocy nam nie przysłali,

W ręce wroga wydali,

Zamiast wolności mamy dzisiaj śmierć.

O jaka rozpacz me serce rozpina,

Walczyć nie ma czym!

Pod czołg idzie z butelką dziewczyna,

By zapłacić im!

Za zburzoną, kochaną stolicę

I za zgliszcza te.

I za trupów dziś pełne ulice,

Za powstańczą krew!

6

Po godzinie, po chwili

Na powstańca mogile

Klęczy matka i cichutko łka.

Serce jej z bólu płacze,

Już cię, synu, nie zobaczę,

Taka smutna matczyna dola ma.

O nie płacz matko nad grobem powstańca,

Szkoda twoich łez.

Taka smutna jest dola skazańca,

Taki życia kres.

Za Warszawę swe życie oddałem,

Szedłem w krwawy bój.

Chociaż tylko dwanaście lat miałem,

Szedłem w trud i znój.

Piotr Szubarczyk

Powiązane treści