Zaślubił Polskę z morzem…

Józef Haller (*13 VIII 1873 †4 VI 1960)

Wzywam do walki z wrogami, przez popieranie swoich…

Te słowa Generała, z roku 1922, propaganda komunistyczna cytowała jako przykład „antysemityzmu”… A przecież nie ma w nich nienawiści. Popieraj swoich, kupuj co polskie… Czy nie na tym także polega patriotyzm?

Generał bryg. Wojska Polskiego, w Komitecie Narodowym Polskim, jeszcze w czasie I wojny światowej, uznany za wodza naczelnego wszystkich sił polskich na obczyźnie. Dowódca Błękitnej Armii. Pełnił obowiązki komendanta Legionów, był ministrem bez teki w rządzie Władysława Sikorskiego. Podczas dramatycznej wojny z bolszewikami o być albo nie być Polski był dowódcą Frontu Pomorskiego i generalnym inspektorem Armii Ochotniczej. Doceniał wychowanie młodego pokolenia, był harcmistrzem i przewodniczącym ZHP. Kawaler Orderu Ora Białego i Virtuti Militari.

Był politycznym oponentem Józefa Piłsudskiego i nie zrobił w czasach II RP wielkiej kariery politycznej. Nigdy jednak w krytyce Marszałka nie przekraczał granicy, za którą był szacunek dla jego zasług dla Polski. Po cudzie nad Wisłą widzimy ich obok siebie – szczęśliwych i uśmiechniętych.

Kochany i podziwiany, zwłaszcza na Pomorzu. Wszak to on – pamiętnego 10 lutego 1920 roku – dokonał w Pucku „zaślubin Polski z morzem”. To jego żołnierze przejmowali w styczniu (Bydgoszcz 20 stycznia, Toruń 21 stycznia) i w lutym Pomorze Nadwiślańskie dla odrodzonej Polski.

Nie ma dziś pomorskiego miasta ani gminy wiejskiej bez ulicy Józefa Hallera! Na starych zdjęciach z lat 30. widzimy, jak go przyjmują w pomorskich miastach. W Starogardzie w roku 1935 postawili bramę tryumfalną z napisem Witamy Ciebie, Wodzu! Kochała go także Wielkopolska. Był katolikiem, z wiary czerpał nadzieję i siły. Przed ważnymi bitwami i rozstrzygnięciami potrafił przeleżeć krzyżem w kościele całą noc, jak dawni polscy rycerze. Nie szukał w służbie dla Polski osobistych korzyści. Służbę dla Boga i dla Polski utożsamiał – jako dwie dopełniające się powinności. Rozumiał, że to jego dziedzictwo, któremu trzeba pozostać wiernym. Wielkopolanie i Pomorzanie, którzy przetrwali potop pruski i niemiecki, doskonale to czuli. Przyjęli za swojego człowieka, który urodził się w Małopolsce, pod Skawiną!

Wyniósł to wszystko ze szlacheckiego, ziemiańskiego domu. Jego ojciec Henryk był powstańcem styczniowym. Dziadek ze strony matki był oficerem wojsk Powstania Listopadowego, kawalerem Virtuti Militari. Tacy byli Hallerowie. Obco brzmiące nazwisko i polskie serca! Znamy to dobrze z Wielkopolski i z Pomorza. Brat stryjeczny gen. Stanisław Haller zostanie zamordowany przez NKWD w mrocznej piwnicy w Charkowie (1940).

Generał Józef Haller umierał na obczyźnie. W Polsce „ludowej” nie miałby szans na przeżycie…

Piotr Szubarczyk

Powiązane treści