Autor Piotr Szubarczyk
3 lutego 2011 r. Sejm RP przyjął ustawę ustanawiającą 1 marca Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Mianem „wyklętych” (przez wroga) określa się oficerów i żołnierzy AK, NSZ, WiN i innych formacji, którzy po wojnie – nie bacząc na okoliczności – podjęli nierówną walkę z nowym, sowieckim okupantem Polski. Kierowali się zasada, którą sformułował kiedyś wybitny polski filozof i etyk Henryk Elzenberg: Sens walki powinien być mierzony nie jej szansami na zwycięstwo, lecz wartościami, w obronie których walka została podjęta… Szczególną wartością dla „żołnierzy wyklętych” była święta Sprawa, czyli niepodległy byt Państwa Polskiego.
Z całej II konspiracji niepodległościowej, opierającej się sowietyzacji Polski po roku 1944, najbardziej znacząca organizacją, kontynuującą bezpośrednio zadanie Polskiego Państwa Podziemnego czasu wojny – utrzymanie pełnej suwerenności Rzeczypospolitej – był Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji Wolność i Niezawisłość, czyli WiN. Ta cywilno-wojskowa organizacja powstała 2 września 1945 r., przejmując strukturę organizacyjną i majątek Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj (DSZ).
Cele WiN można streścić następująco:
Koniec z prześladowaniami politycznymi i dewastacją kraju przez jednostki sowieckie, rabujące wszystko, co się da.
Doprowadzić do usunięcia armii sowieckiej i jej policji politycznej z obszaru Polski. Polska państwem w pełni suwerennym.
Przywrócić legalne granice Rzeczypospolitej na wschodzie, sprzed agresji niemiecko-sowieckiej.
W zakresie programu społecznego postulowano m.in. powszechną edukację i reformę rolną, ale nie w wersji sowieckiej, rabunkowej!
Kierownictwo WiN budowało swe nadzieje na nieuchronnym konflikcie wolnego świata z agresywnym sowietyzmem. Na niemożności tolerowania przez ten wolny świat „żelaznej kurtyny” przez środek Europy! Jakżeż się myliło co do „wolnego świata”!
Zrzeszenie WiN było od początku intensywnie śledzone i zwalczane przez NKWD-UB. Aresztowano kolejne zarządy główne organizacji, stosowano nieludzkie metody śledztwa i dekonspiracji struktur WiN oraz prowokacji.
Ostatnim, IV Zarządem Głównym WiN kierował wybitny oficer Armii Krajowej, ppłk Łukasz Ciepliński. To właśnie dla uczczenia jego służby dla Polski i męczeńskiej śmierci na Mokotowie Pana Pułkownika i jego 6 podkomendnych – oficerów Wojska Polskiego, AK i WiN – Sejm RP ustanowił Dzień Narodowej Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” 1 marca. Tego dnia, w roku 1951 ubecki bandyta Aleksander Drej, były „żołnierz” tzw. armii ludowej, w obecności sowieckiego zbira Alojzego Grabickiego, okrutnego naczelnika więzienia na Mokotowie, zabijał strzałami w tył głowy ostatnie kierownictwo Polskiego Państwa Podziemnego, walczące o niepodległość Polski. O godzinie 20.00 zamordował płk. Łukasza Cieplińskiego, o 20.05 kpt. Józefa Batorego, o 20.15 por. Karola Chmiela, o 20.20 mjr. Mieczysława Kawalca, o 20.25 mjr. Adama Lazarowicza, wiceprezesa WiN, o 20.35 kpt. Franciszka Błażeja, o 20.45 kpt. Józefa Rzepkę. Każdy z nich był męczenikiem narodowej Sprawy, każdemu z nich należy się miejsce w polskich sercach.
Zachowały się liczne grypsy więzienne pułkownika Cieplińskiego, które są głęboko wzruszające i poruszające. Świadczą o nadzwyczajnej sile ducha tego człowieka. Przytaczamy niektóre z nich jako świadectwo zza grobu.
18 października 1950. Wisiu, świętości moje największe. Myślą i sercem jestem z Wami. Wiem, że Wy przy mnie. Bądź dobrej myśli. Andrzejek śliczny, a ja szczęśliwy, że wybrałem mu tak dobrą Matkę. Przebacz. W Bogu nadzieja. Łukasz.
Grudzień 1950. Świętości moje najdroższe! Sami nie wiecie, kim dla mnie jesteście. Modlę się za Was i do Was. Życie i miłość ku Wam złożyłem u stóp Boga i Polski. Nie znałem nienawiści i nigdy świadomie nikogo nie skrzywdziłem. Dlatego czekam spokojnie na śmierć. Wierzę w sprawiedliwość Bożą – to mój skarb i ostoja. Żal mi tylko Was. Piszę i płaczę. Całuję i do serca tulę, błogosławię i Bogu oddaję. Łukasz.
Boże Narodzenie 1950. Zrobiliśmy choinkę, śpiewaliśmy kolędy. W ukryciu, bo głośno modlić się nie wolno. Z Wigilią, żłóbkiem, opłatkiem, drzewkiem wiążą się najpiękniejsze przeżycia, najszlachetniejsze myśli i najgłębsze wzruszenia. Staram się myślami oderwać od wspomnień, ale to niemożliwe. Wciąż widzę puste miejsce przy stole, zachwyt i radość Andrzejka przy drzewku, zmieszane z Twoim bólem. Widzę cierpienia najbliższych […]. Nie przełamię już z Wami opłatka. Ogarnia mnie boleść wielka jak cierpienia matek i długa jak tułacza dola sierot. Krzyż swój składam Nowonarodzonemu.
Pytam: czy ofiary nasze nie pójdą na marne, czy niespełnione sny powstaną z mogił? Czy Andrzejek będzie kontynuował idee ojca?
Wierzę: nie pójdą na marne, sny wstaną, syn zastąpi ojca, Ojczyzna niepodległość odzyska. Matka Boża ukoi Wasz ból. Żalę się jednocześnie przed Chrystusem, że każe mi ginąć w tych warunkach a nie na polu chwały. Że zrobiono ze mnie zbrodniarza, zdrajcę, a przecież Ty wiesz najlepiej, że nikogo, nigdy nie skrzywdziłem. Że starałem się każdemu pomóc i dzisiaj najmilej wspominam te momenty.
Myślałem, że czas mnie oddali, zapomnę o Was, nie będę myślał. Tymczasem z każdym dniem jesteście mi bliżsi […]. Modlę się za Was i do Was. Wyidealizowałem Was. Ale, Wisiu, dobrocią swą zasłużyłaś na to. Łukasz.
Nowy Rok 1951. Stanąłem na przełomie dwóch półwieczy, lat i własnego życia. Co dał stary – wiemy. Co przyniesie nowy? Siedzę w celi śmierci z czterdziestoma jak ja skazanymi. Co pewien czas zabierają kogoś. Nadchodzi mój termin. Jestem zupełnie spokojny. Gdy mnie będą zabierać, to ostatnie moje słowa do kolegów będą: – Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Ojczyznę i jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę, bardziej niż kiedykolwiek, że Chrystus zwycięży, Polska niepodległość odzyska a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona. To moje całe przewinienie, moja wiara i szczęście. Ostatnie chwile myślami będę tylko z Wami, moje sieroty ukochane. Żal mi tylko Was. Wierzę, że Matka Boża zabierze moją duszę do swoich niebieskich hufców, bym mógł jej dalej służyć i meldować o tragedii mordowanego przez jednych, opuszczonego przez pozostałych Narodu Polskiego.
Wisiu, żyliśmy ze sobą krótko. Pochłonięty pracą, byłem nieraz w domu gościem. Mało czasu poświęciłem Tobie. Wiem, że Ty jedna wybaczysz mi wszystko. Wspólnie przeżyte chwile wspominam jak świętości. Kochałem Ciebie bardzo, bo jakże nie kochać Istoty o tak dobrym sercu, szlachetnym umyśle. Istoty, która darzyła mnie tak wielką miłością. Widzę Ciebie wciąż i tylko w najlepszym świetle […]. Wciąż widzę Twoją radość związaną z Andrzejkiem i smutną buzię z procesu. Wiem, że mocno bolejesz, ale wiem również, że potrafisz pogodzić się z wolą Bożą. Łukasz.
Andrzejku, kochaj Boga i bądź wierzącym katolikiem. Staraj się poznać Jego wolę, przyjąć ją za prawdę i realizować w życiu. Kochaj Polske i miej Jej dobro na uwadze zawsze. Ona musi zająć w świecie właściwe miejsce i uzyskać dobrobyt wszystkich obywateli. Kochaj i bądź posłuszny Matce – Twemu Aniołowi stróżowi, która marzy, modli się i żyje Tobą i Twoim szczęściem. Darz Ją dobrocią za siebie i za mnie. Naczelnymi zasadami Twego życia niech będą dobro, prawda, sprawiedliwość i miłość […]. Co szlachetne i wielkie – przyjmuj. Co płytkie i nikczemne – odrzucaj […].
Widzisz, Synku, z Mamusią modliliśmy się zawsze, byś wyrósł ku chwale idei Chrystusowej, na pożytek Ojczyźnie i nam na pociechę. Chciałem służyć Tobie swoim doświadczeniem. Niestety, to może ostatnie do Ciebie słowa. W tych dniach mam być zamordowany przez komunistów za realizowanie ideałów, które Tobie w testamencie przekazuję […]. Będę umierał w wierze, że nie zawiedzisz nadziei w Tobie pokładanych […].
W czasie okupacji podlegało mi 20 tysięcy ludzi. Wielu z nich zginęło w walce o Polskę i o duszę narodu polskiego, wielu jest mordowanych obecnie. W pracy i walce widziałem tak wielkie umiłowanie Ojczyzny, bohaterstwo, bezgraniczne poświęcenie i oddanie Sprawie, że ze wzruszeniem myślę o Nich i Bogu dziękuję, że pozwolił mi dowodzić synami bohaterskiej ziemi.
Do serca Cię tulę i błogosławię. Bóg z Tobą. Łukasz.
Kochana Matko. Świadomość, że moje sieroty najdroższe mają przy sobie dzisiaj Ciebie, jest dla mnie wielką radością. Wiem bowiem, kim dla nich jesteś. Często Matkę wspominam z wielką czcią i wdzięcznością – za wychowanie Wisi, taką, jaką jest. Należałby się Mamusi odpoczynek i opieka. Tymczasem muszę prosić o opiekę nad moimi skarbami, bo tylko Matka potrafi mnie im zastąpić. Dla siebie proszę o pamięć w modlitwie. Całuję przezacne ręce. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Łukasz.
Andrzejku! Pamiętaj, że istnieją tylko trzy świętości: Bóg, Ojczyzna i Matka. Bądź dobry dla Matki. Zostań lekarzem, inżynierem, naukowcem, co wolisz. Nie zapominaj o ojcu i jego idei […].
Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze…
Kochana Wisiu! Jeszcze żyję, chociaż są to już ostatnie dla mnie dni. Siedzę z oficerem Gestapo. On otrzymuje listy, a ja nie. A tak bardzo chciałbym otrzymać chociaż parę słów Twoją ręką napisanych […]. Ten ból składam u stóp Boga i Polski…

Legenda powojennej partyzantki antykomunistycznej – mjr Zygmunt Szendzielarz, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK – i jego oficerowie.
Od lewej: ppor. czasu wojny Henryk Wieliczko ps. „Lufa”, dowódca szwadronu w 5 Wileńskiej Brygadzie AK podczas jej powojennej kampanii antysowieckiej na Podlasiu i na Pomorzu, zamordowany 14 marca 1949 r. na Zamku Lubelskim; por. Marian Pluciński ps. „Mścisław”, jeden z najbliższych współpracowników mjr. „Łupaszki”, zamordowany 28 czerwca 1946 r. w więzieniu w Białymstoku; mjr Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszko”, dowódca 5 WB AK podczas okupacji na Wileńszczyźnie, odtworzonej na Podlasiu i na Pomorzu po wojnie, do walki z sowietyzacją Polski. Zamordowany strzałem w tył głowy 8 lutego 1951 r. w piwnicy więzienia na Rakowieckiej w Warszawie; wachm. Jerzy Lejkowski ps. „Szpagat” – więziony po wojnie, umarł w Gdańsku; ppor. czasu wojny Zdzisław Badocha ps. „Żelazny”, dowódca szwadronu (w którym służyła m.in. sanitariuszka „Inka”), poległ w walce z UB 28 czerwca 1946 r. pod Sztumem.








