W służbie Polsce i Kościołowi – Nasz Dziennik

Przed 28 laty, w czwartek, 29 stycznia 1998 roku ukazał się pierwszy numer ogólnopolskiej gazety „Nasz Dziennik”.

Środowiska wrogie polskiej myśli katolickiej natychmiast rzuciły się do wyszydzania i deprecjonowania na wszelkie możliwe sposoby nowego tytułu, ale zapomniały, że Polacy interesują się właśnie szczególnie tym, co jest przedmiotem nagonek, tak charakterystycznych dla czasów PRL, kontynuowanych w okresie postkomunistycznym. I w ten sposób wrogowie „Naszego Dziennika” położyli mimowolnie zasługi w jego wypromowaniu! Zupełnie jak w bajce Antoniego Goreckiego z „Dziadów” cz. III Adama Mickiewicza o diable, który zakopał ziarno – dar Boga dla człowieka – w ziemi, by je ukryć przed człowiekiem. Dzięki temu na wiosnę wyrosło zboże i o to właśnie Panu Bogu chodziło…

Dla „Naszego Dziennika” duże znaczenie „promocyjne” miała wyjątkowo podła publikacja Sergiusza Kowalskiego i Magdaleny Tulli o „mowie nienawiści”! Wydana w roku 2003 pseudonaukowa książczyna miała za zadanie zdyskredytować wybrane pisma prawicowe, głównie „Nasz Dziennik” – za to, że „zioną nienawiścią” (wyrażenie ukute w latach 50. przez UB dla uzasadnienia prześladowań przeciwników sowieckich porządków w Polsce). Wszystko to podlane było sosem „socjologicznym”, ale Polacy nie dali się na to nabrać.

Z drugiej strony „Nasz Dziennik” krytykowany jest często przez ludzi życzliwych gazecie za „zbyt ubogi serwis informacyjny”, „małą aktywność w Internecie” etc. Zapominają przy tym, że nie da się porównać kilkutysięcznej armii dziennikarzy „Gazety Wyborczej” (kiedyś pół miliona nakładu, dziś szoruje po dnie…) ze skromną obsadą „Naszego Dziennika”. Nie da się porównać budżetu gazety wspieranej przez lobby żydowskie w USA i rodzime środowiska postsowieckie z jednym z dzieł wyrosłych przy Radiu Maryja. Mimo to dostrzegalny jest ogromny postęp we wszystkich wskaźnikach, decydujących o ocenie gazety w oczach czytelników. Tu dygresja: gdyby nie „Nasz Dziennik”, Polacy do dziś nie wiedzieliby nic o bohaterce, która jest dziś natchnieniem dla milionów rodaków – Danucie Siedzikównie „Ince”. To na łamach „Naszego Dziennika” pojawiła się po raz pierwszy, prawie ćwierć wieku temu i „Nasz Dziennik” nie pozwala nam o niej zapomnieć.!

„Nasz Dziennik” uważany jest za pismo narodowe. To niepełna prawda. Gazeta nie zamyka się po sekciarsku w jakiejś niszy. Kiedy trzeba, broni dobrego imienia zarówno endeka Romana Dmowskiego, jak i socjalisty Józefa Piłsudskiego. Jedynym, wyraźnie akcentowanym celem programowym – któremu podporządkowana jest cała praca – jest promowanie polskiej myśli niepodległościowej. Zarówno JPI, jak i JPII uważali, że niepodległości trzeba bronić, bo nigdy nie jest dana raz na zawsze. Kiedy dziś widzimy, jak tzw. „sąd europejski (TSUE) drwi z polskiej konstytucji, rozumiemy to lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. „Nasz Dziennik” pokazuje też znaczenie Kościoła katolickiego w Polsce nie tylko jako testamentariusza nauki Chrystusowej, ale i obrońcy polskiej świadomości narodowej.

„Nasz Dziennik” ma więc charakter państwowotwórczy. Preferuje pozytywną narrację. Jeśli coś zwalcza, to przede wszystkim niebezpieczne miazmaty bolszewizmu dawnego i współczesnego oraz politykę historyczną, deprecjonującą polski wkład w walce z totalitaryzmem niemieckim i sowieckim oraz haniebne oskarżenia narodu polskiego o współudział w niemieckiej próbie zagłady Żydów podczas II wojny światowej. Przypomina też rodakom, że pierwsze niemieckie ludobójstwo podczas II wojny światowej dokonało się na Polakach z Pomorza w okresie wrzesień – grudzień 1939 roku.

Jeszcze w roku 1997 koncepcję gazety i jej pierwszą edycję przygotował poseł Artur Zawisza. Wielkie zasługi dla gazety położył też poseł PiS Artur Górski – jej redaktor naczelny. Od lat nieprzerwanie redaktorem naczelnym jest Ewa Nowina-Konopka.

Nakład „Naszego Dziennika” – wydawanego przez spółkę „Spes” (łacińskie spes znaczy nadzieja) waha się, co dotyczy wszystkich papierowych wydań wszelkich gazet, wypieranych przez Internet, przez komunikatory społeczne. Na tym polu „Nasz Dziennik” też radzi sobie dobrze. To licząca się dziś na polskim rynku medialnym gazeta, coraz częściej cytowana w serwisach informacyjnych i w przeglądach prasy. Zwłaszcza w okresach napięć i tragedii narodowych (dzięki odważnej, bezkompromisowej postawie), jak tragedia smoleńska 10 kwietnia 2010 roku.

Wiele wybitnych postaci związało się w różnym czasie z „Naszym Dziennikiem”, podkreślając w ten sposób potrzebę kontynuacji tego dzieła. Na przykład wybitny historyk i sowietolog prof. Andrzej Nowak, wybitny znawca zagadnień żydowskich ks. prof. Waldemar Chrostowski, europoseł prof. Mirosław Piotrowski, europoseł dr Urszula Krupa, prof. Bogusław Wolniewicz, prof. Iwo Cyprian Pogonowski, prof. Piotr Jaroszyński, ks. prof. Czesław Bartnik, ks. prof. Jerzy Bajda, znani polscy publicyści Stanisław Michalkiewicz, Wojciech Reszczyński i wielu innych.

„Nasz Dziennik” został uhonorowany medalem Milito pro Christo – przyznawanym przez Ordynariat Polowy Wojska Polskiego – „za bezkompromisową obronę prawdy, szerzenie postaw patriotycznych, upowszechnianie nauczania Jana Pawła II, a także za promowanie kultury i tradycji Wojska Polskiego”. Medal wręczył biskup polowy Wojska Polskiego gen. Tadeusz Płoski (†10 IV 2010 Smoleńsk).

„Nasz Dziennik” trwa wbrew wszelkim przeciwnościom. Szczęść Boże!

Powiązane treści